Błąd Systemu - o debiucie Marcina Podlaskiego

 

Tymczasem Proza Północy przypomina i upomina się o wszystkich, dla których zabrakło miejsca w kapitalistycznym raju. Inaczej mówiąc, Proza Północy to proza wypowiadająca się w imieniu Polski B i C. Więcej, to nie tylko literatura oddająca głos wykluczonym, ale również literatura wykluczona i zmarginalizowana, niszowa, nietelewizyjna.

Krzysztoł Uniłowski

 

 

 

 

...wywiozą zamkną co

ja zrobiłem nie głosuję nie chcę zostaję

w domu bo za bardzo trzęsie mną głos

 Marcin Podlaski (debiutancki tom)

 

 

Po lekturze Trzystu cytryn do trzeciej potęgi tygrysa (tomu wydanego w Krakowie, ale duchem wypełnionego Toruniem) nie potrafiłam od razu znaleźć punktu zaczepienia. Rozległ się tylko pomruk starego magnetofonu szpulowego, który nadawał zapętlone słowa (niczym kod do rozszyfrowania). Po jakimś czasie jednak, podjęłam się próby odnalezienia głównych motywów składających się na książkę Marcina (Ha!art, 2020). W konsekwencji szukania „właściwych” tropów, zdecydowałam o skupieniu się na nastepujących hasłach: System, Apokalipsa, konfesyjność i synchroniczność.

Wertując tom zauważyłam, że jest on przedłużeniem literackich badań autora od czasów Połowu 2018. Podlaski wykreował w nim głos poetycki, który „nagina granice własnej podmiotowości”1. W tym celu wykorzystuje mowę schizofreniczną, której charakterystyka składniowa umożliwia sytuowanie się w świecie poza granicami hierarchii oraz własnej spójności. Dla Podlaskiego, odejście od zasad języka ogólnego to akt rewolucyjny wobec podsystemu opresji, którego jest częścią:


„nad głowami głównodowodzących

twierdzeń utwardzeń asfaltu po planetoidzie

idzie nowszy bielszy czystszy pustszy about blank”

 

Bartosz Żurek w recenzji tomu „Utylizacja. pęta miast” (Tomasza Bąka) zauważył, że „synchroniczność, czyli uznawana m.in. za objaw schizofrenii wiara we wszechzwiązek zdarzeń i rzeczy, staje się osobliwym łącznikiem między »prywatnością« a »politycznością«, między »ja« liryki miłosnej a »ja« tworzącym kolektyw (ze mną, z tobą)”2. W wywiadzie udzielonym Antoninie Tosiek, Podlaski wyznał zaś, że problemy z własnym zdrowiem psychicznym stały się jego „mięsem etnograficznym”3. Podobnie więc jak i u Bąka, schizofrenia w tym tomie „pojawia jako stan psychofizyczny konkretnego podmiotu”4.


„zaczęło się


USOS

US SOS

STOP

powtarzam

amerykańskie siły zbrojne dotarły do nas

na lubickiej upuścili rakietę znamionującą iż moja wiadomość

została wysłuchana i wkrótce rozpocznie się masywna inter-

ferencja wszystkich państw sojuszu północnoatlantyckiego”


W wypowiedziach schizofreników, konotacja linearna opiera się przede wszystkim na efektach brzmieniowych, co daje duże pole do popisu, kiedy znika wymóg spójności logicznej. Podlaski śrubuje możliwości polifoniczne do granic. Zmiana czcionki, może oznaczać w wypowiedziach schizofatycznych zmianę interlokutora, dwugłos wewnętrzny, podniesioną do trzeciej potęgi tygrysa nieskończoność rozmów jakie przeprowadzić może jego podmiot. Jak zauważa Aleksandra Byrska, bohaterem tomu Podlaskiego nie jest więc jedynie złorzerzący światu schizofrenik, ale i język sam w sobie5.

Trzeba wiedzieć, że Marcin Podlaski jest językoznawcą (specjalizującym się w starocerkiewnosłowiańskim). Eksperyment Podlaskiego-poety, polega więc na próbie przeniesienia poetyki nasączonej badaniami prowadzonymi przez Podlaskiego-naukowca na pole poezji współczesnej. W kuluarach spotkałam się z opiniami, że konfesyjność debiutanta jest nad wyrost. Jednak wiedza o jego zapleczu, magicznie ściąga klapki z oczu. Ta konfesyjna wrażliwość, ugruntowana w tradycji cerkiewnej i przerzucona w inną przestrzeń, przekształcona, staje się bronią wymierzoną przeciwko mnogim niesprawiedliwościom współczesnej Polski. Czytać przy tym należy książkę wnikliwie, bo jej agendą stają się czasem dyskursy, które nie są prywatnymi opiniami autora.



kolportaż 7: totem.


ZŁY cieszy się ze swoich eko i homo zastępów

kiedy nie realizujemy PLANU ŻYCIA

lecz je w różny sposób zwalczamy

aż ostatni człowiek obdarzony GODNOŚCIĄ BOGA sczeźnie

i głowę odciąwszy

zatkną na przedmurzu


szeroko

głośno

na zabicie




(ciemności kroczą przed



Dyskursy, zdające się przybierać postać porozrzucanych ulotek po toruńskich ulicach, pęcznieją w głowie podmiotu jak groch. Nieukształtowana, złorzecząca energia Systemu, krystalizuje się w wyszarpanych, przechwyconych przez niego komunikatach. Jak słusznie zauważa Jakub Skurtys w tekście dla Strony Czynnej (nr 5), ciężko w tomie Podlaskiego znaleźć efekt finalny jego esperymentu językowego, polegającego na przepychankach z opresyjnymi siłami społecznymi. Jest mi jednak dużo łatwiej, kiedy wpisze go w spuściznę frazy Prozy Północy (czasem nazywanej też Literaturą Północy).


Określenie Proza Północy zostało użyte po raz pierwszy przez Roberta Ostaszewskiego wobec twórczości Daniela Odiji, Mariusza Sieniewicza, Tomasza Białkowskiego, Joanny Wilengowskiej i Miłki Malzahn. Autor terminu uznał, że twórczość autorów z Warmii i Mazur jest „zorientowana na rzeczywistość”, próbuje „fotografować” ją przy użyciu „rozmaitych filtrów”, strategii pisania i poetyki (realizm, naturalizm, ekspresjonizm), a czasami nawet „zaangażowania”. Stara się przy tym przekroczyć roszczenia i granice „ja” na rzecz zbiorowych bolączek i obaw6.



Jak napisał Krzysztof Uniłowski, Proza Północy z racji swojego zmarginalizowanego położenia, jest frazą naporu7. Działa w sposób partyzancki, a jej celem jest zmiana uzusu. Proza Północy jest więc ruchem, wiatrem, dynamiczną sytuacją językową. Im bardziej zmienimy sposób użytkowania mowy, tym szybciej ma ona szansę się przenosić na inne grunty. Od dekad „najnowsza proza spada do roli dość przypadkowego narzędzia w ramach rozgrywki o prestiż i wpływy na beletrystycznym ryneczku” (Uniłowski). Proza Północy, nigdy za to nie zbudowała sobie pozycji w stabilnym układzie. Pokuszę się więc o interpretację, że Podlaski próbuje go na swój sposób ogrywać. Nie ma u niego rozkosznie analitycznej struktury, nacisku na zgrabną puentę i myśli wyprowadzanej z silnego podparcia się niekończącą się przypisologią, kontekstami Kultury i intelektualnymi Polami Elizejskimi. Podlaski zaproponował siebie w polu literackim najeżonym minami, spoglądającego na niebo rozdarte przez bombowce, w czasie gdy tłuką się kieliszki z szampanem; przedzierającego się kanałami przerzutowymi do radiostacji współczesnej polskiej poezji. Udało mu się nadać do nas długi komunikat o wartościach, o wolności, o cierpieniu ludzi bez dobrego startu, o cierpieniu mniejszości seksualnych… Czyli wszystkich tych grup, które trzymane są w imadle chorób psychicznych, przemocy symbolicznej, ekonomicznej i politycznej. Jego głos, zmieniony przez sygnały zakłócające, wbrew pozorom wprowadza końcowe: happy end.


Olga Rembielińska



1Dawid Kujawa, http://czynna.com/archiwum/ (Nr 4) [dostęp 05.04.2021]

2https://www.dwutygodnik.com/artykul/7878-schizofrenia-zabiera-mnie-do-domu.html [dostęp 05.04.2021]

3https://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/wywiady/przepoczwarzanie-czyli-wszystkie-kagance-kat/ [dostęp 05.04.2021]

4Bartosz Żurek, ibidem.

5https://tlusty.substack.com/p/wielo-podmiotw-w-jednoci-zorzeczy [dostęp 05.04.2021]

6http://www.charnas.pl/litera.php?subaction=showfull&id=1183702922&archive=&start_from=&ucat=12& [dostęp 05.04.2021]

7https://www.fa-art.pl/artykul.php?id_artykulu=271&szablon= [dostęp 05.04.2021\

Comments